Jak Odnalazłam pra........, dziadka mojego męża.

W środę 12 października zaopaszamy na kolejny wykład naszej koleżanki pani dr Barbary Furs. Spotykamy się jak zawsze o 17-tej w Pałacu Ślubów na ulicy Focha Sala Błękitna

Dr Barbara Furs – członek TGZCz  od kilkunastu lat , zamierza przedstawić wieloletnią historię  poszukiwań korzeni dziadka ojczystego swojego męża,  ściślej linii matki dziadka -  czyli Florentyny z Jabłońskich Fursowej.  Przystępując do badań, biorąc pod uwage fakt, że wśród antenatów dziadka nie było żadnych znanych postaci (  przynajmniej o takich nic nie było wiadomo), a sama rodzina niczym szczególnym się nie wyróżniała, prelegentka  nie spodziewała się znaleźć wiele więcej ponad ustalenie imion i nazwisk oraz  dat urodzin, ślubów i zgonów przodków. W miarę postępu badań , całkiem  nieoczekiwanie, udało się odnaleźć sporo informacji o jednym z nich – 4xpradziadku Pawle Rohlandzie, urodzonym w 1 połowie XVIII w., a zmarłym w drugim dziesiątku XIX w. (!), , czerpanych m. in. z XVIII-wiecznych źródeł. Na ich  podstawie  można było  ustalić  profesję, a także stan majątkowy pra…dziadka Na dodatek badaczka, prowadząc  niemal detektywistyczne  dochodzenie, odkryła  oryginalny, XIX w. nagrobek pra..dziadka, stojący sobie do chwili obecnej na wiejskim cmentarzu  oraz jego portret, namalowany prawdopodobnie w końcu XVIII w., a przechowywany w magazynie  muzealnym.  Niejako przy okazji odnalazł się też szerzej znany ( m.in. z biografii w Polskim Słowniku Biograficznym) członek bocznej linii  - w postaci generała z powstania listopadowego, o którym nikt w rodzinie nie wiedział i nie słyszał.  O tym wszystkim opowie  prelegentka na październikowym spotkaniu, mając nadzieję, że swoją opowieścią  zachęci słuchających do wytrwałości i dociekliwości w poszukiwaniu korzeni rodziny.

Zgodnie z zapowiedzią wznawiamy nasze spotkania.

14 września mamy zaproszenie do Archiwum Państwowego w Częstochowie przy ulicy Rejtana 13
Na spotkaniu w Archiwum Państwowym w Częstochowie usłyszymy informacje dotyczące nowych archiwaliów, przyjętych do zasobu Archiwum w latach 2020-2022, które mogą posłużyć do badań genealogicznych. Na szczególną uwagę zasługują przede wszystkim koperty dowodowe, przekazywane przez gminy do Archiwum, zawierające niezwykle cenne informacje dotyczące naszych przodków. Myśląc o badaniach genealogicznych nie sposób nie wspomnieć także o aktach szkół, które też coraz częściej trafiają do zasobu Archiwum oraz o aktach osobowych pracowników, m.in. częstochowskiej huty. Archiwum na bieżąco przejmuje także do zasobu tzw. dopływy do zbiorów (zespołów archiwalnych), które już znajdują się w jego zasobie, czyli dopływy ksiąg metrykalnych parafii z terenu województwa częstochowskiego, które stanowią chyba najbardziej cenione źródła genealogiczne. Najciekawsze z omówionych dokumentów zaprezentowane zostaną na specjalnie przygotowanej z tej okazji wystawie.
Spotykamy się jak zawsze o 17-tej.
 
(prosimy pamiętać o trudnościach w dotarciu na ulicę Rejtana).
 

Wznawiamy Nasze Spotkania.

Po prawie dwu i pół roku przerwy spowodowanej Covidem postanowiliśmy wznowić nasze spotkania. Będziemy się jak zawsze spotykać w drugie środy miesiąca w Pałacu Ślubów.

I tak:

  • 14 września mamy zaproszenie do Archiwum Państwowego gdzie Pani Ewa Dubaj opowie nam o nowych nabytkach w archiwum.
  • 12 października nasza koleżanka dr Barbara Furs opowie nam o poszukiwaniach kolejnych przodków.
  • 9 listopada Pani dr Hanna Winodrodzka-Szaflik przedstawi nam genealogię rodziny Winogrodzkich.
  • 14 grudnia Kolega Marek Rokosa o swojej nowej książce w której opisuje dzieje hutników z okolic Truskolasów i Panek.

Więcej o spotkaniach napiszemy później.

Dnia 17 kwietnia 1922  Drugi dzień Świat Wielkiej Nocy.

Dnia 17 kwietnia 1922  Drugi dzień Świąt Wielkiej Nocy.
Pogoda od Palmowej Niedzieli prawdziwie wiosenna. Ciepłem i światłem przepojone powietrze, pączki nabrzmiałe lada chwila rozwiną się - dziwnie szybko postępuje rozwój roślinności. Częstochowianie w wiosennych i letnich strojach defilują po ulicach – tylko ja niestety – nie kupiłam sobie kapelusza i nie mogę nigdzie wyjść. Dziś byłam co prawda w kościele – ale pozatem nigdzie. Wczorajszy dzień spędziłam w domu streszczając program rachunków dla pani Jadwigi Popielowej. Dziś chciała bym, a nawet muszę iść do p. Jadwigi zwrócić jej programy i udać się z p. Rękasówną na odczyt. Muszę iść w mojej czapie w której wyglądam jak Kniagini Kurczewiczowa. Do Lipicz jadę jutro i chcę wstąpić do Guty.  Nie pojechałam zaś do Lipicza dotąd z tego względu, że chciałam być na panny Wandy Rosenbaum i zresztą nie chcę być w Lipiczu długo by mi się nie sprzykrzyć jak podczas Świąt Bożego Narodzenia. Tyle mi nadokuczali że aż się dziwię – ale nie mam ochoty tam jechać. Może się jednak teraz dobrze bawić? Zobaczymy! Zdaje mi się, że Ada ciągle o mnie myśli, bo mnie dziwnie niepokoi, jakbym co złego zrobiła. Naprawdę to wolała bym wcale nie jechać i może bym to zrobiła, cóż kiedy napisałam już do Grety, że do niej przyjadę - a muszę dotrzymywać obietnicy. Na szczęście składaliśmy się po 2 tys. i mieliśmy szynkę 6 funtową i cielęcinę z przodka, i ciasto, choć nie słodkie i nie tłuste. Szynka kosztuje obecnie 360 do 440, a mięso 230, ale już nas nic nie dziwi bo oswoiliśmy się z drożyzną. Miało wszystko stanieć po daninie Michalskiego – tymczasem odwrotnie zdrożało. A co dalej? Ech, chyba lepiej będzie, wierzę w to niezłomnie. Z dniem ósmego bm. złożyłam podanie o przeniesienie mnie do Warszawy jako nauczyciela ale nie wiem co z tego będzie bo podobno nie ma miejsc w Warszawie. Co ja mam zrobić, o... ( nie wiem do kogo zawołać) O Boże? Smutne, ale prawdziwe sprawdzam prawdziwość sentencji.

Janina Słomkówna, 100 lat temu w Częstochowie

Dnia 6 kwietnia 1922 Minęło właśnie 21 lat

Dnia 6 kwietnia 1922
Minęło właśnie 21 lat od tej chwili gdy na świat przyszła pewna bardzo miła osóbka – autorka niniejszego dzienniczka. A więc osiem lat mija kiedy zrodził się ów dziennik. Pełnoletnia więc jestem a jeszcze „nie mam starających się” o moją szanowną rękę. Ku zmartwieniu i rozpaczy mamy któraby była niezmiernie …, gdyby by tak córkę z domu – wypchnąć! Mam nadzieję jednak że w krótkim czasie zadośćuczynię życzeniom Mamy i wyjadę – wprawdzie sama – do Warszawy! Dałby Bóg, żebym już mogła rozpocząć studia! Staram się bowiem przenieść do Warszawki najmilszej – najlepiej jako nauczycielka.

Niby to w kalendarzu już wiosna, a tymczasem ro cudna przemienna pogoda, to śnieżyce zimowe, ro podmuchy jesienne, Wiosenko, wiosenko! Cóżeś ty za Pani? Że za Tobą idą, że za Tobą biegną, … myśli stęsknione? Od 20 marca wiosna tak kaprysi. Drzewa nagie, pączki jeszcze nie nabrzmiały, … kiedy się rozwiną? Mokro w ogrodach i niewiele siać można. W domu u nas bieda aż piszczy, długi. długi całą pensję prawie musimy wydawać na zaspokojenie tychże. Aż się życie przykrzy – bo niewiele – bo wiecznie kłótnie na ren temat, i to wcale nie parlamentarne. Smutne to, … smutne! I jak myśli wcale nie wychowawcze to coś okropnego. Żadnych względów uprzejmości – dla siebie. Milusie stosuneczki – że nie warto dłużej pamiętać i uwieczniać w dzienniczku a jednak umieszczam dla przestrogi sobie! I jaszcze raz stwierdzam, że małżeństwo, zakładanie ogniska rodzinnego ma tylko sens wtedy gdy dwoje ludzi łączy takie uczucie, że życia bez siebie nie rozumieją i są pewni że to uczucie opromieni om życie. O takiej miłości marzę – i taką chcę spotkać w życiu. Rozumie teraz doskonale, że życie bez miłości – jałowe. Dziwne zjawisko obserwuję; wiecznie, ustawicznie myślę 0 miłości i przedmiocie tejże. Widocznie to dla mnie przedstawia szczególny interes. No i potem szczera ze sobą – dawniej taka nie byłam – ale jakoś ten dziennik staje się nudnym, to nie ma pojęcia ten, kro go nie czytał, a że czytam go tylko ja – więc choć tyle robię dobrego dla ludności chroniąc od miłości. A jednak chciała bym  ja bardzo chciała pokochać.  Wracam do życia realnego zbliżają się Święta, zbliża się termin oddania referatów na kursach i repetycjach, oraz koniec roku szkolnego – razem miłe i mocno nieprzyjemne rzeczy. Chciała bym żeby to już było po o żeby to było jeszcze przed faktem. Mam jednak nadzieję , że to jakoś tam pójdzie bo przecież zdałam maturę, a to coś nielada, pozdrowienia dzienniczku – zmykam bo ma referaty Sidra do napisania.

Janina Słomkówna, 100 lat temu w Częstochowie

9 II 1922 Czwartek Znów mrozy.

9 II 1922 Czwartek
Znów mrozy. Dziś wróciłam nie mając ani jednej lekcji – tak bowiem zarządziła kierowniczka. Dziewczynek zebrało się dziś dość dużo – ale musiały się rozejść, orzekając, że „nie opłaciło się dziś przychodzić”. Nie lubię tego, bo żal mi tych dziewczynek, Strasznie nie lubię gdy je odeślą  do domu. Malutkim moim rozdałam cenzury chociaż nie wszystkim, bo wiele nie przyszło. Z nadzwyczajnym przejęciem brały cenzury – pierwsze w życiu i kłaniały się uprzejmie. 6 i 7 oddział nie jest ani tak uprzejmy, ani tak przejęty ważnością chwili. Zaatakowały mnie czemu nie wystawiłam stopnie nie takie jakich się spodziewały ? Smarkate! ale zuchwałe musiałam im tłumaczyć przyczyny, ale siebie tłumaczyłam, bo by to mnie obrażało. Mam ja z temi dziewczynami, mam aż zanadto, ale je jednak lubię! To dziwne! -   powodem tego zmartwienia z 6 i 7 od. Martwię się ogromnie, że nie mam żadnej wieści od Goty? Czemu ona nie pisze – niepokoję się tem niezmiernie. Co z mojemi sprawami, i z moją sprawą uniwersytecką w ogóle ? – W sobotę bal nauczycielski chciałabym iść nań – ale nie pójdę – bo szkoda mi pieniędzy, które muszę oszczędzać. A tak bym chciała się bawić.  Tak jakoś dziwnie tęsknię za zabawą. Nareszcie (…?…) się właściwą memu wiekowi ochotą o pragnienie żądzą życia, ruchu zabawy. A myślałam zawsze, że ja zanadto jestem poważna, by myśleć o balach i wieczorkach, i nie ma we mnie płochości. A tu – o ironio – ja płocha stała się, zamiast spoważnieć bardziej jeszcze! Obawiam się tylko, że ja dopiero na starość będę mogła trochę żyć – O życie czy warto do ciebie tęsknić?

Janina Słomkówna, 100 lat temu w Częstochowie

25 I 1922 środa. Od poniedziałku nie uczymy z powodu mrozów.

25 I 1922 środa.
Od poniedziałku nie uczymy z powodu mrozów. Mrozy 15 stopni poniżej zera. Siedzę w domu, odbywam lekcje z Andzią Nowakówną z Lubojny i Tadzikiem. Tadka uczę od Nowego Roku systematycznie nic jednak co z tym chłopakiem będzie, bo strasznie mało umie? Czytam Montaigne "Próby" i bardzo mi się podobają,, ponieważ, ma język wielce frywolny, …. Chwilami. Ale talent, zdolności olbrzymie.

Janina Słomkówna, 100 lat temu w Częstochowie

27 maja 1921 roku Piątek. Od 7 maja jestem nauczycielką

27 maja 1921 roku Piątek.
Od 7 maja jestem nauczycielką II Oddziału chłopców na Sachalinie. Urwisy okropne – ci moi chłopcy. Bardzo ich jednak lubię. Zawsze bardzo głośno mam na lekcji, gdyż prowadzę z nimi pogawędki, daję mocne łapy – jednym słowem używam najrozmaitszych karania i …. Śmieję się z nimi. Taka ze mnie nauczycielka! Pensję już wydałam na różne poważne rzeczy. Jak: palto 3100, pantofle 3500, sukienka (płócienko) 800 i oczekuję z niecierpliwością drugiej czerwcowej. Bardzo przyjemnie mieć swe własne, własną pracą zdobyte pieniądze! Oprócz poważnych rzeczy, niezbędnych mogę sobie fundnąć niekiedy bombę czekoladową, kino i wodzy z sokiem po 20 MK. I nikt mię w tem nie kontroluje – nikt!, - naprawdę! Teraz mam tylko zmartwienie kto mi suknię uszyje?! Egzaminy na kursach w poniedziałek, tyle mam roboty i nie wiem jak tam będzie i jaki rezultat tego całego „interesu”. Pewnie nieszczególny bo nie wiele się przykładałam – a nie chciałabym. Koleżanki na kursach miłe, koleżanki-nauczycielki nie wszystkie miłe – niektóre idiotki – co było dalej napiszę za tydzień, bo muszę się wziąć do nieszczęsnej buchalterji, tyle mamy roboty !!!

Janina Słomkówna, 100 lat temu w Częstochowie

1 maja 1921 Niedziela Kwiecą się sady, rozkwitają narcyzy

1 maja 1921 Niedziela.
Kwiecą się sady, rozkwitają narcyzy …. Maj. Pogoda wymarzona, chociaż niestała, zagadkowa – jak kobieta. Ja rozkoszuję się wiosną. Chodzę do ogrodu, przyglądam się kwiatkom róż, jabłoń, śliw i wisienek bielutkich i całuję te wiosenne kwiatuszki lekko delikatnie. Nareszcie dostałam posadę i otrzymałam już pensję za maj. Wiwat! Niech żyje wiosna, młodość, rozkwiecone sady i doktorowa! Jej to zawdzięczam pogodę ducha. Ogromnie się cieszę, że pracuję będę mogła sama na siebie zarobić. To tak nadzwyczajnie miło! I ten Maj – cudowny maj. Piękny jest świat, dobrzy i piękni ludzie.

Janina Słomkówna, 100 lat temu w Częstochowie

11 kwietnia 1921 Minął mi z dniem 6 kwietnia rok 20-ty.

11 kwietnia 1921.
Minął mi z dniem 6 kwietnia rok 20-ty. Panna dorosła i już nie młodziutka – ale ja uważam, że przeciwnie jestem młoda i zawsze będę młodą jeśli nie ciałem – to duchem. Nie lubię starców – czy to ze względu na wiech, czy na ducha. Człowiek młodym być powinien, pomimo lat, pomimo przeżyć, pomimo wszystko, zła i dobra – aż do śmierci. Nie zasklepiać się w sobie, w przeszłości widzieć tylko dobro i piękno i ludzi dobrych – ale iść naprzód, z postępem sympatyzować z młodymi, wczuwać się w serca i dusze ludzkie i cenić to co godne jest szacunku – to znaczy młodym wiecznie być.

Ja chcę być zawsze młodą i będę nią tak jak to rozumiem, chociaż nie wszystko to co pod mianem rozumienia powypisywałam. Niech żyje młodość, człowiek i świat! Nie przestanę kochać nigdy tych rzeczy. Byłam wczoraj na odczycie dra Folkierskiego o Dantem – dobrze mówił, chociaż za mało. Za ogólnikowo potraktował tego olbrzyma duchowego- spodziewałam się więcej. Pogoda wspaniała, tak lubię  życie w dni słoneczne, wiosenne!

Chłopcy powrócili z wojska z wyjątkiem Józka który jest także w Częstochowie. Maciek wrócił 9-tego. Wczoraj mieliśmy wszystkich pięciu chłopców, bo Kazio z Lipicza przyjechał – i ojciec tak się cieszył, patrząc na pięciu swych dorodnych synów – tak mu oczy świeciły radością i usta radośnie się uśmiechały. Wszyscy zdrowi i cali i w ogóle zdrowie nam dopisuje, za co dzięki najwyższemu! Brak nam często pieniędzy, ale to mniejsza, to najmniejsze zło ze wszystkich innych – można je z pewnym wysiłkiem usunąć. Kochani nasi rodzice; dali nam zdrowie moralne i fizyczne i pogodę ducha, przyćmioną często przeciwnościami życia. O życie! – jakieś ty kochane!

Byłam na Jasnej Górze w kaplicy i słuchałam mszy św. tak mi było wtedy smutno i źle,  że płakałam w kąciku ale nikt nie widział. Płakałam nad swą nędzą … niedołęstwem, a później uspokoiłam się i modliłam się. Przestałam wierzyć w to, żeby Bóg dawał nam wszystko – musimy sami starać się o wszystko i walczyć, a jednak z resztką wiary w opatrzność – prosiłam o pracę !? To śmieszne dość takie postawienie kwestii, a jednak dusza ludzka potrzebuje wiary w istotę wyższą, silniejszą, wszechstronną. I z tego przeczucia, pragnienia wytworzyła się religia i wiara w bożków, bogów, a później Boga. I pięknie się ta potrzeba wiary i religii związała z Istotą najwyższą i niegdy nie stanie się zbyteczną, tylko czystą, doskonałą, piękniejszą. Człowiek zawsze będzie ułomny i nic więcej oświecony nie będzie, tym bardziej będzie dążył do doskonałości wewnętrznej.

Janina Słomkówna, 100 lat temu w Częstochowie

Podkategorie